Urok badań naukowych cz. 9

Ile to razy tłum wyprzęgał konie z pojazdu ulubionej artystki i obwoził ją tryumfalnie, a czy mogłoby się to przytrafić największemu choćby uczonemu ? Tłum nie dorósł nigdzie do rozumienia potęgi czystej wiedzy; rozumie on poetów, powieściopisarzy, artystów, lecz nie zdolne jest pojąć utworów wielkich potentatów ducha, bo do tego potrzeba znacznego przygotowania, już nie wykształcenia ogólnego, lecz gruntownej wiedzy. Stąd wielki arystokratyzm nauki, stąd piedestał wysoki, jaki zajmuje ona w społeczeństwach kulturalnych. Jest ona niejako wielkim szczytem, na który byle kto wejść nie zdoła, lecz który zdobywają tylko wybrańcy. I oto ten arystokratyzm, ta niepospolitość nauki ścisłej, to jej górowanie ponad wszystkim, w czym bierze udział tłum szary, czyni ją niezmiernie ponętną dla jej adeptów, zwłaszcza dla tych, co wstępują dopiero w jej świątynię.

W pracy twórczej naukowej obcujemy z największymi mocarzami ducha, zgłębiamy ich płody, a gdy najdrobniejszym choćby przyczynkiem posuwamy naukę naprzód, uczuwamy żywe zadowolenie wewnętrzne, że do skarbnicy, do której najlepsi i najtężsi duchem owoce swej pracy składają, i myśmy złożyli dorobek, z którym liczą się inni pracownicy na polu nauki.